Bieganie. Dominika Napieraj: Bieganie to nie jest sport indywidualny [WYWIAD]

Dominika Napieraj jest wrocławską lekkoatletką specjalizującą się w biegach długodystansowych. Formę szlifuje pod okiem trenera Jacka Wośka. Reprezentuje barwy klubu KS AZS AWF Wrocław oraz Wojska Polskiego. W wywiadzie opowiedziała o swojej przygodzie związanej z bieganiem oraz planach na przyszłość.

Joanna Adamska (Sportowy Wrocław): Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Dominika Napieraj (lekkoatletka, 26 lat): Biegać zaczęłam gdzieś w klasie maturalnej. Natomiast regularne treningi rozpoczęłam na drugim roku studiów. Wtedy też zgłosiłam się do trenera Jacka Wośka.

Dlaczego wybrałaś bieganie?

Jak wiadomo po maturze ma się najdłuższe wakacje, więc szukałam czegoś co mi ten czas wypełni. Kiedyś obserwowałam biegaczy. Gdy tylko zaczynałam biegać, to bardzo chciałam startować na zawodach tak jak oni (śmiech). Tak naprawdę moje pierwsze w całości przebiegnięte pięć kilometrów miało miejsce właśnie na zawodach. Podobała mi się atmosfera tych wydarzeń. Jak widać mocno wkręciłam się w bieganie.

Specjalizujesz się w biegach długodystansowych. Skąd taki wybór? Który dystans jest Twoim ulubionym?

Biegi uliczne są raczej tylko długodystansowe, od 5 kilometrów po maratony. Nie miałam więc wyboru startując w takich amatorskich zawodach. Wyszło dość naturalnie, że zainteresowałam się biegami długimi. Jeśli chodzi o ulubiony dystans, to z biegów długich wolę te krótsze (śmiech), czyli 5 i 10 kilometrów. Uważam, że właśnie na „dyszkę” mam najbardziej wartościowy wynik. Zdradzę, że jest plan „przedłużać się”. Pewnie skończy się na maratonie i to pewnie już niedługo.

Należysz do CITY TRAIL Team. Czy przynależność do tej drużyny zmieniła coś w Twojej karierze sportowej?

Z drużyną jestem związana już 3 lata. CITY TRAIL Team wspiera mnie na pewno jeśli chodzi o sprzęt i zaplecze materialne. A przede wszystkim słyszałam od znajomych i nie(znajomych), że stałam się trochę rozpoznawalna wśród biegaczy. Nie jestem jakąś wielką gwiazdą, ale w świecie biegowym wiele osób wie kto to jest Dominika Napieraj (śmiech). CITY TRAIL prężnie działa chociażby na Facebook’u. Na marginesie mówiąc sam cykl jest organizowany przez ludzi z wielką pasją. Nie ma w Polsce drugich takich zawodów. Bardzo lubię biegać w CITY TRAIL, chodzę na te zawody z wielką przyjemnością. Można porównać się z miesiąca na miesiąc.

Wcześniej startowałaś na różnych zagranicznych zawodach, np. Amsterdam, Lizbona. Który z biegów najbardziej zapadł Tobie w pamięci?

Mogę wymienić kilka takich biegów. Dla mnie ważne były zawody w Manchesterze, gdzie startowały bardzo mocne zawodniczki. Bieg zapamiętam ze względu na zajęte miejsce (czwarte) oraz wartościowy wynik, który jest także moim rekordem życiowym (32:22 min. na 10 km). Wielkim przeżyciem był dla mnie także start w Diamentowej Lidze. W końcu to największe i najważniejsze mityngi na świecie.

Opowiedz więcej na temat startu w Diamentowej Lidze w Birmingham.

Z tym startem wiązałam ciche, ale dosyć duże nadzieje. Chciałam wypełnić tam minimum na Igrzyska Olimpijskie w RIO, które wynosiło 15:24 min na dystansie 5 km. Bieg nie najlepiej się potoczył. Dziewczyny, które stać było na dużo szybsze bieganie nie pogoniły za zającem (przyp. red. zając – osoba mająca za zadanie rozprowadzić bieg w określonym tempie). Był nawet taki moment, że ja prowadziłam, bo mi zależało na utrzymaniu założonego tempa. Musiałam pobiec w miarę równo, aby zrobić minimum. Niestety trochę zabrakło. Mimo to pobiegłam swoją życiówkę, która aktualnie wynosi 15:41 min. Dla mnie było to ogromne przeżycie. Spotkałam tam wiele gwiazd lekkiej atletyki.

Twoje życiówki to 15:41 na 5000m oraz 32:22 na dystansie 10 kilometrów. Masz jakąś wymarzoną granicę, którą chciałabyś złamać?

Oczywiście, że mam. Moim największym marzeniem jest pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Poza tym marzą mi się rekordy Polski. Realnie patrząc na piątkę mogłoby być trudniej, ale na 10 kilometrów spoglądając na moją życiówkę jestem w miarę blisko.

Nie mogę nie wspomnieć o Twoim ostatnim sukcesie, czyli srebrnym, drużynowym medalu w Wojskowych Mistrzostwach Świata.

Jestem zadowolona, w końcu zostałyśmy wicemistrzyniami świata! Zawody odbywały się na Węgrzech. Sam mój występ nie był rewelacyjny. Ja cały czas nie wróciłam do pełnej swojej dyspozycji po kontuzji i różnych problemach zdrowotnych. Jednak cieszę się bardzo z medalu, bo zdobyłyśmy go dla wojska. Będąc zatrudnioną w wojsku ważne jest, aby rozwijać się i wykazywać się osiągnięciami.

Wojsko i sport. Jak udaje Ci się to połączyć?

Ja bym nawet powiedziała, że dzięki wojsku udaje mi się połączyć sport z codziennością. Jest to moja praca. Jestem zatrudniona w zespole sportowym, więc moim obowiązkiem zawodowym jest trenowanie oraz reprezentowanie wojska na zawodach.

Dokończ zdanie. Biegam, bo…

Pierwsze co mi przychodzi na myśl to stwierdzenie „biegam, bo lubię”. Mam też poczucie, że robię coś fajnego. Tak naprawdę żyję pasją. Nie czuję abym chodziła do pracy.

Jakie masz plany na przyszły sezon?

W przyszłym roku mamy Mistrzostwa Europy w Berlinie, więc jeśli będzie zdrowie to chciałabym tam wystartować. Poza tym mam swoje wojskowe cele, czyli w październiku maraton w Libanie, a w listopadzie w Angoli Mistrzostwa Świata w Biegach Przełajowych.

Czy to będzie Twój debiut maratoński?

Można tak powiedzieć. W 2011 roku pobiegłam już maraton w Krakowie, ale to było za czasów indywidualnych treningów. Zrobiłam to amatorsko i rekreacyjnie, nie dla wyniku. Takiego faktycznego debiutu jeszcze nie miałam, ale on mnie nieuchronnie czeka. Jest to związane z wojskiem i naszymi przyszłorocznymi planami, ponieważ w swojej grupie jestem szkolona właśnie pod królewski dystans i biegi przełajowe.

Biegasz i pracujesz z orzełkiem na piersi, reprezentując Polskę. Jak się wtedy czujesz?

Te starty z orzełkiem na piersi są najprzyjemniejsze. Jestem wtedy dumna, że mogę reprezentować Polskę. W pamięci zapadły moje pierwsze zawody kiedy reprezentowałam Biało-Czerwone barwy, czyli Mistrzostwa Świata w Biegach Przełajowych w Bydgoszczy w 2013 roku.

Na Facebook’u prowadzisz swój fanpage. Co możemy tam znaleźć?

Fanpage założyłam dopiero niedawno. Planuję tam opisywać swoje starty i medalowe sukcesy. Z natury jestem osobą, która lubi w spokoju popracować. Podobno forma lubi ciszę. Później to wyniki mają narobić „hałasu” (śmiech).

Mówi się, że bieganie to sport indywidualny, a ty na swoim fanpage’u temu zaprzeczyłaś.

Bieganie to nie jest sport indywidualny. Na zawodach wygląda, że biegnie jedna osoba i od niej wszystko zależy. Ale gdyby nie całe otoczenie zawodnika, czyli przede wszystkim trener oraz osoby nas wspierające to by tego wszystkiego nie było. W moim przypadku jest to trener i wojsko. Nie można powiedzieć, że ja sama pracuję na końcowy wynik.

Czego możemy Ci życzyć?

Zdrowia oraz zapału do pracy, aby z przyjemnością się trenowało. Nie ma co ukrywać, że trening długodystansowca bywa czasami monotonny. Na teraz potrzeba mi właśnie takiego pozytywnego i motywacyjnego „kopa”.

Rozmawiała Joanna Adamska (Sportowy Wrocław)

 

źródło i autorzy zdjęć: zdjęcie główne Mieszko Wiktorski, archiwum prywatne Dominiki Napieraj, ostatnie zdjęcie Mark Shearman

KOMENTARZE



ZAUFALI NAM

{"slides_column":"4","slides_scroll":"1","dots":"true","arrows":"true","autoplay":"true","autoplay_interval":"2000","loop":"true","rtl":"false","speed":"1000","center_mode":"false"}

Wyłącz AdBlock