Bieganie. Jakub Kazuła: Jestem osobą energiczną, a w biegach przeszkodowych można pokazać wszystkie swoje umiejętności [WYWIAD]

Jakub Kazuła swoją przygodę ze sportem rozpoczął od grania w siatkówkę. Chęć dalszego rozwoju doprowadziła go do udziału w biegach przeszkodowych. W październiku tego roku reprezentował Polskę na Mistrzostwach Świata w Kanadzie. W wywiadzie opowiedział o swoim udziale w mistrzowskiej imprezie i pasji do sportu.

Joanna Adamska (Sportowy Wrocław): Na początek porozmawiajmy na temat ostatniego startu, czyli Mistrzostw Świata w Kanadzie. Jak Ci poszło? Czy jesteś zadowolony?

Jakub Kazuła (zawodnik biegów przeszkodowych, lat 21): Jeśli popatrzymy na zajęte przeze mnie miejsce to teoretycznie poszło mi słabo, ale praktycznie to są zawody na tak wysokim poziomie, że większość osób modli się, aby je w ogóle ukończyć. Na 2743 osoby startujące na dystansie15km, aż 1626 zawodników poddało się i oddało gumową opaskę. Opaska świadczy o pokonaniu wszystkich przeszkód umieszczonych na trasie. Myślę, że te dane świadczą o randze tych zawodów i poziomie sportowym Mistrzostw Świata.

Opisz przebieg tych Mistrzostw i swój start.

Mistrzostwa Świata odbywały się w Blue Mountains w Kanadzie. Startowałem na dystansie 15 kilometrów, gdzie do pokonania było 50 przeszkód. Warunki były ekstremalne, bo całą poprzednią noc padał deszcz. Moja kategoria wiekowa (18-24) wystartowała o 11:30 czasu kanadyjskiego. Praktycznie strome stoki były momentami jak zjeżdżalnie i nie było możliwości wejść wyżej. Przeszkody były dość wymagające, ale dla mnie nie stanowiły problemu. Należę do osób, które lepiej pokonują przeszkody, a słabiej biegają. Ruszyłem dość mocno, ale nie szarżowałem. Pierwszy skurcz złapał mnie, gdy na zegarku miałem dopiero 40 minutę. Od tego momentu każdą ściankę pokonywałem spokojnie. Traciłem dużo czasu i energii. Znowu dopadały mnie skurcze. Skupiłem się, aby ukończyć zawody z gumową opaską na ręce, która potwierdzała pokonanie każdej przeszkody. I udało się! Dotarłem na metę, czyli miejsce, które wymarzyłem sobie kilka miesięcy temu.

Domyślam się, że to była impreza docelowa w tym sezonie. Jak wyglądały przygotowania do Mistrzostw?

Skupiłem się przede wszystkim na poprawie biegania, bo to jest moja najsłabsza strona. Pomógł mi w tym wrocławski, znany trener Paweł Matner. Treningi w tym elemencie nie różniły się zbytnio od przygotowania do biegów ulicznych. Oczywiście nie zabrakło treningów na ściance wspinaczkowej i torze przeszkód. Dość często chodziłem na basen, bo na zawodach zdarzają się akweny wodne, które trzeba przepłynąć.

Jak zareagowałeś na wiadomość o kwalifikacji na Mistrzostwa Świata?

Nie mogłem uwierzyć, gdy zobaczyłem listę z kwalifikacjami. Musiałem odświeżyć kilka razy stronę internetową.

Jakie to uczucie startować z orzełkiem na piersi i w biało-czerwonych barwach?

To uczucie jest bezcenne. Mogłem stać ramię w ramię z biegaczami przeszkodowymi, których obserwuje się w internecie. Myślę, że to fajne doświadczenie. Przede mną jeszcze wiele takich imprez. Doświadczenie, które zebrałem w tym roku powinno zaprocentować w przyszłych startach.

Czego symbolem jest dla Ciebie gumowa opaska, którą masz na ręce?

Ta opaska jest symbolem ciężkiej pracy i wielu łez, które wylałem na trasie. Oraz podkreśleniem faktu, że samodzielnie pokonałem wszystkie przeszkody.

Mistrzostwa Świata odbywały się w Kanadzie. To chyba duża wyprawa zarówno finansowa i organizacyjna.

Zdecydowanie. Kiedy dowiedziałem się na początku czerwca o kwalifikacji zastanawiałem się, czy w ogóle dam radę finansowo. Znajomi podrzucili pomysł na zorganizowanie internetowej zbiórki. Dzięki temu udało mi się prawie pokryć koszty związane z wyjazdem. Pomogli mi też rodzice i własne oszczędności. Należy dodać, że samo przygotowanie do Mistrzostw Świata było dość drogie. Chociażby wchodzenie na różne obiekty sportowe, czyli tory przeszkód, ścianki wspinaczkowe, basen, siłownie. Nawet sprzęt sportowy i buty, które często po jednym starcie są już do wyrzucenia. Sam start w zawodach w Polsce to koszt 200-300 złotych. Należy też doliczyć dojazd i nocleg.

No właśnie, jakbyś porównał biegi przeszkodowe organizowane w Polsce z zawodami zagranicznymi?

Bez porównania. W Polsce są to zawody głównie biegowe, a przeszkody nie są wymagające. U nas ma się najczęściej jedną szansę na pokonanie obiektu. Jeżeli nie dajemy rady to wykonujemy karne burpees, czyli ćwiczenie padnij-powstań ewentualnie karna runda z obciążeniem. Nie zawsze jest to miarodajne, bo często pokonanie przeszkody zajmuje dużo więcej czasu i energii niż kara. W Polsce przepisy na ten temat nie są do końca dobrze zdefiniowane oraz jest problem z wolontariuszami. W Kanadzie natomiast przeszkody już mogły stanowić problem. Poza tym jest inna formuła rozgrywania zawodów. Do każdej przeszkody mieliśmy dowolną ilość podejść. Trasa była dobrze oznakowana, bez możliwości zgubienia się.

A jakbyś mógł porównać poziom przeszkód?

Znowu nie ma porównania. W Polsce na największych zawodach organizatorzy chcą raczej przyciągnąć jak najliczniejszą grupę osób. W 97% to głównie amatorzy, którzy chcą mieć fajne, ubrudzone zdjęcie na ściance po ukończeniu biegu. Jedynie 3-4% osób to zawodnicy walczący o najwyższe nagrody. Organizatorzy kierują więc zawody do osób biegnących dla zabawy i przyjemności. W Kanadzie były Mistrzostwa Świata, które dedykowane są dla najlepszych. Odpowiadał też temu poziom przeszkód. Amator nie ma szans wszystkich pokonać.

Czym zajmujesz się na co dzień? Udaje Ci się połączyć pracę, treningi, zawody i studia?

Nie ukrywam, że jest to ciężkie zadanie. Pracuję na siłowni, studiuję na AWF-ie oraz trenuję raz-dwa razy dziennie. Często nie ma czasu na wyjścia ze znajomymi czy inne rozrywki. Sam wybrałem taką drogę, nikt mnie do tego nie zmuszał. Mam ambitne marzenia i wiem, że tylko w taki sposób mogę je spełnić.

Wróćmy do początków. Jak zaczęła się Twoja przygoda z biegami przeszkodowymi?

W lipcu zeszłego roku w internecie dość przypadkowo znalazłem bieg Spartan Race. Na filmikach zobaczyłem jakie są przeszkody, zapoznałem się z przewyższeniami. Stwierdziłem, że zaryzykuję. Wtedy jeszcze nie trenowałem, więc poszedłem trochę na „żywioł”. Pokonanie trasy 16 kilometrów w Krynicy Zdrój zajęło mi niecałe cztery godziny. Przeżywałem tam męki (śmiech). Nie byłem w ogóle przygotowany. Spadłem z siedmiu przeszkód, a każda przeszkoda to 30 karnych burpees. Łatwo obliczyć, że zrobiłem ich aż 210! Po przekroczeniu linii mety nie wiedziałem jak się nazywam, ale gdy zobaczyłem wszystkich, który mają już swój medal to postanowiłem, że wrócę tu za rok.

Zanim zacząłeś biegać, miałeś już do czynienia ze sportem, a dokładnie z siatkówką. Co się stało, że zmieniłeś dyscyplinę sportową?

Siatkówkę trenowałem 7 lat. Grałem w Skrze Bełchatów. Jest to sport zespołowy. Ja chyba nie do końca się w tym odnajduję, ponieważ należę do osób ambitnych. W siatkówce jest jedna zasada, albo walczy cała drużyna, albo nie ma wyniku. Postanowiłem, że zajmę się sportem indywidualnym. Myślałem o biegach lub triathlonie. Z drugiej strony lubię ćwiczyć na siłowni. Postanowiłem to jakoś połączyć. Jestem osobą dość energiczną, a w biegach przeszkodowych trzeba pokazać wszystkie swoje umiejętności.

Możemy spotkać Ciebie na biegach ulicznych. Dlaczego w nich startujesz?

Biegi uliczne służą wyklarowaniu tempa i sprawdzenia formy. Nawet jeśli jest to start treningowy to pojawia się nutka rywalizacji i nie daję się wyprzedzać (śmiech).

Ten sezon już finiszuje. Jakbyś go podsumował i ocenił?

Zebrałem najważniejsze doświadczenie podczas Mistrzostw Świata w Kanadzie. Inne biegi były raczej przygotowujące. Wierzę tylko w ciężką pracę, a nie talent. Tylko ciężka praca prowadzi do pewnego pokonywania przeszkód.

Jakie masz plany startowe na przyszły sezon?

W przyszłym sezonie skupiam się na imprezach mistrzowskich, czyli Mistrzostwach Świata (październik) i Europy (czerwiec-lipiec). Mam dużo czasu na treningi i przygotowanie. Imprezy w Polsce również będą ważne, ale tak jak mówiłem wcześniej, są to imprezy głównie biegowe. Będę tam jeździł, aby zaspokoić chęć rywalizacji. Te starty będą głównie kontrolne.

Za co ty osobiście lubisz biegi przeszkodowe?

Dobre pytanie. Przede wszystkim za ich nieobliczalność. Biegnąc biegi uliczne mamy założony cel i tempo, które staramy się utrzymać. W biegach przeszkodowych natomiast trzeba bardzo dobrze myśleć i umieć dostosować tempo do sytuacji. Można też mierzyć się ramię w ramię z najlepszymi zawodnikami na świecie, a nawet utrzeć im nosa (śmiech).

Dokończ zdanie. Najważniejsza cecha biegacza przeszkodowego to…

…wytrwałość. Jak w każdym sporcie stawiam na wytrwałość i systematyczność. Tych cech jest bardzo dużo, ale według mnie te są najważniejsze.

Czy i gdzie możemy śledzić Twoją przygodę z biegami przeszkodowymi?

Mam swój fanpage na Facebooku i Instagramie „Jakub Kazuła OCR Athlete”. Można mnie też spotkać na siłowni.

Czego możemy Ci życzyć?

Zdrowia. Jeżeli będzie zdrowie to o resztę się nie martwię. Już kilkanaście lat „siedzę w sporcie”. Znam siebie i wiem, że nie zabraknie mi motywacji i chęci. Mam cel, którego realizacja może mi zająć nawet kilka lat, ale będę do niego dążył dopóki go nie osiągnę. Więc jedyne czego potrzebuję to zdrowie.

W takim razie życzymy Tobie dużo zdrowia. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Rozmawiała Joanna Adamska

Źródło zdjęć: archiwum prywatne Jakub Kazuła, Reebok Spartan Race, OCR World Championships

KOMENTARZE



Wyłącz AdBlock