Bieganie. Kamil Karbowiak: Nie wolno spoczywać na laurach, tylko sięgać coraz wyżej [WYWIAD]

Kamil Karbowiak to młody i zdolny lekkoatleta. Na co dzień mieszka i pracuje w Brzegu. Z Wrocławiem związany jest na sportowo. W stolicy Dolnego Śląska biega pod okiem trenera Jacka Wośka. W wywiadzie opowiedział o początkach swojej sportowej kariery i planach na przyszłość.

Joanna Adamska (Sportowy Wrocław): Jak długo trwa Twoja przygoda z bieganiem i jak się zaczęła?

Kamil Karbowiak (lekkoatleta, 22 lata): W szóstej klasie podstawówki brałem udział w Czwartkach Lekkoatletycznych. Wtedy tylko trochę poznałem bieganie i zorientowałem się na czym ono polega. Na poważnie zacząłem trenować dopiero w liceum z amatorskim trenerem z mojej miejscowości, czyli Brzegu. On sam biegał w tym czasie maratony. Więc przychodziłem, trenowaliśmy coś razem, ale to było wszystko dla zabawy.

Kiedy rozpocząłeś treningi na poważnie?

Na poważnie to jakoś 3 lata temu zacząłem trenować pod okiem trenera Marka Adamka. Na jednym z biegów ulicznych zauważył mnie Bartek Przedwojewski i skontaktował mnie z trenerem Adamkiem. W międzyczasie miałem rok przerwy, a teraz biegam u trenera Jacka Wośka.

W jakich dystansach się specjalizujesz? Który z nich jest Twoim ulubionym?

Głównie biegam 5 i 10 kilometrów, ale w zeszłym roku rywalizowałem także w półmaratonie. Myślę, że właśnie na dystansach 10 i 21 km będziemy się skupiać. Na szczęście obie te konkurencje lubię.

Jak wyglądają Twoje treningi?

Większość treningów wykonuję u siebie w domu w Brzegu. Lecz na siłownię, salę lub mocniejszy trening przyjeżdżam do Wrocławia i trenera Wośka.

Już kilkukrotnie startowałeś na Mistrzostwach Polski. W swojej kolekcji masz złoto Mistrzostw Polski U23 na dystansie 10000 metrów. Długo pracowałeś na ten sukces?

To się akurat śmiesznie zbiegło w czasie, ponieważ zacząłem trenować w kwietniu i w sumie po dwóch miesiącach treningów udało się pobiec i wygrać. Wykręciłem dobry czas 30:22.93. Niestety zabrakło trochę do wypełnienia minimum. Pewnie przez zbyt krótki okres przygotowawczy. Także nie najlepiej ułożył się bieg, ponieważ przez prawie cały dystans sam prowadziłem. Mam nadzieję, że moja szansa na wystartowanie w międzynarodowych zawodach niedługo nadejdzie. Teraz w planach jest poprawienie wszystkich wyników i postaranie się o kwalifikacje do dużych imprez.

Które zawody najbardziej zapadły w Twojej w pamięci?

Na pewno ta przed chwilą wspomniana „złota, mistrzowska dyszka” oraz mój lokalny bieg uliczny „Nocna Dycha” w Brzegu. Były to dwa pierwsze biegi odkąd ćwiczę u trenera Wośka. One najbardziej zapadły mi w pamięci. Można powiedzieć, że tym startem w Brzegu wróciłem do biegania. Niektórzy mogli pomyśleć, że całkiem sobie odpuściłem i nic z tego nie będzie.

Czym się zajmujesz na co dzień? Oprócz treningów oczywiście.

Pracuję w jednostce wojskowej w Brzegu. Najczęściej trenuję po pracy i próbuję łączyć oba obowiązki. Kiedyś chciałbym dołączyć do wojskowej grupy sportowej. Dzięki temu miałbym więcej czasu na treningi.

Twoje aktualne rekordy życiowe to: 30:22.93 na 10000m oraz 14:23 na 5000m. Czy masz wymarzoną granicę, którą chcesz złamać?

Zdecydowanie tak. Chciałbym na 10 kilometrów nabiegać 29:20 oraz około 14 minut na 5km.

Co Cię bardziej motywuje do pracy: porażka czy sukces?

W jakiś sposób to i to. Zależy czy porażka była skutkiem mojego błędu, czy była spowodowana złymi warunkami. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba dalej pracować, aby dalej się rozwijać i być jeszcze lepszym. Nie wolno spoczywać na laurach, tylko sięgać coraz wyżej. Nie mam swojego hasła motywacyjnego. Moje zaangażowanie wynika z wewnętrznej motywacji i postawionych celów. Po prostu chcę być jak najlepszy.

Na zawodach rywalizujesz między innymi ze swoim kolegą treningowym Darkiem Boratyńskim. Czy to Ci pomaga czy przeszkadza?

Raczej nie przeszkadza. Po prostu jak się staje na starcie, każdy biegnie swoje. Albo wygrasz, albo przegrasz. Z Darkiem jesteśmy kolegami. W razie potrzeby zawsze sobie pomagamy. W biegu jeden drugiego napędza. To rywalizacja, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jaka jest według Ciebie najważniejsza cecha biegacza?

Wytrwałość i dążenie do celu. Nie można odpuszczać.

Bieganie to sport indywidualny czy zespołowy?

Mimo wszystko myślę, że jednak bardziej zespołowy. Musi być trener, który pokieruje i okaże wsparcie. Nieoceniona też jest pomoc na przykład fizjoterapeuty. Samemu tego wszystkiego się nie osiągnie. Wystarczy popatrzeć na tych najlepszych zawodników, aby doszli do najwyższej formy pomaga im cały sztab.

Jakie plany na przyszły sezon?

Na wiosnę będziemy biegać półmaraton. Później pod koniec kwietnia wystartuję w PZLA Mistrzostwa Polski Seniorów w biegu na 10 000 metrów oraz 5000 metrów na stadionie. Przy okazji będę sprawdzał swoją formę startując w biegach ulicznych.

Czego możemy Tobie życzyć?

Na pewno braku kontuzji oraz dużo zdrowia.

Wybiegnijmy w przyszłość. Co chciałbyś robić po zakończeniu sportowej kariery?

Jeszcze o tym nie myślałem. W sumie ta kariera jeszcze na dobre się nie zaczęła. Aktualnie pracuję w wojsku, więc dalej tam chciałbym się rozwijać. Może kiedyś zostanę trenerem, ale to bardzo odległe plany.

Życzę Ci powodzenia w realizacji planów. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Rozmawiała: Joanna Adamska (Sportowy Wrocław)

Źródło zdjęć: Kreator Wspomnień – Tomasz Pawlicki (zdjęcie główne), archiwum prywatne Kamila Karbowiaka, lzs.pl oraz Grzegorz Sikora

KOMENTARZE



ZAUFALI NAM

Wyłącz AdBlock