Kickboxing. Glory 44. Michał Turyński: Utarłem nosa wszystkim niedowiarkom!

Michał Turyński zwyciężył na gali największej organizacji w kickboxingu na świecie “Glory”! Wrocławski zawodnik podczas 44. eventu rozgrywanego w Chicago pokonał niejednogłośną decyzją sędziów Rumuna Catalina Morosanu!

Pojedynek dwóch kickbokserów w swoim rodzaju przypominał partię szachów. Michał pod względem taktycznym rozgrywał walkę bardzo mądrze. Wrocławski kickbokser był niezwykle skoncentrowany. Podopieczny Tomasza Skrzypka był czujny w defensywie i skuteczny w kontratakach, przy czym raz na jakiś czas, konsekwentne wytrącał doświadczonego Rumuna z równowagi.

– Walka była bardzo zachowawcza. Nie to, że obawiałem się jego ciosów, ale każdy mój cios był wymierzony. Starałem się przede wszystkim skupić na tym, żeby wciągnąć go do walki. Minąć jego atak i go skontrować. Nie zawsze to wychodziło, ale jak już się udało, to troszeczkę go zastopowało. Wydaje mi się, że właśnie tym mogłem zwyciężyć – dekoncentracją przeciwnika, przez to był wolniejszy. Z resztą też w pierwszej rundzie fajne wyłapał ode mnie kolano. To troszeczkę ustawiło walkę – opowiada Michał Turyński.

Z upływem Michał nabierał pewności siebie i mimo, że Rumun “robił dużo wiatru” rękoma, to po za kilkoma mocnymi i niebezpiecznymi uderzeniami nie był w stanie poważnie zagrozić Polakowi. Turyński systematycznie do dobrej pracy pięściami dorzucał repertuar kopnięć. Zawodnik reprezentujący Fightera Wrocław pod koniec walki opadł z sił, jednak czując, że prowadzi kontrolował walkę.

– Plan taktyczny spełniony, ale nie do końca. Gdyby był wypełniony w 100%, to byśmy w drugiej rundzie zakończyli pojedynek. Walka zakończyła się decyzją w moim kierunku. Według mnie zasłużenie, ponieważ od początku do końca czułem, że trafiam i byłem celniejszy. Ataki Catalina pruły powietrze. Kilka z nich doszło, jednak nie na tyle, żeby w jakiś poważny sposób mi zagrozić. W trzeciej rundzie zabrakło mi trochę tlenu, jednak zakończyło się ok – podsumowuje walkę wrocławianin.

Bitwa Morosanu z Turyńskim zakończyła się na ringu w Chicago w pełnym wymiarze czasowym, a o zwycięzcy pojedynku zadecydować musieli sędziowie. Jeden z nich wskazał wszystkie trzy rundy na korzyść Michała, z kolei drugi wszystkie trzy Rumunowi. Decydujący głos miał ostatni sędzia, który punktował dwie rundy dla Polaka, dając mu tym samy niejednogłośne zwycięstwo.

–  Jestem w euforii, cieszę się ogromnie, że wygrałem. Utarłem nosa wszystkim niedowiarkom. Rozbity nie jestem, także w Glory i chwale wracam do Polski. Nic piękniejszego nie mogło się zdarzyć!  Chciałbym podziękować Polakom, którzy przyszli na moją walkę w Chicago. Tym, którzy wiernie mi kibicowali. Na wszystkie wiadomości na facebooku i w sms’ach nie mogłem przeczytać i odpowiedzieć, ale teraz to robię i nadrabiam. Dziękuję również tym, którzy źle mi życzyli, bo to dzięki Wam, mam tą siłę – mówi dumy podopieczny Tomasza Skrzypka.

W Stanach Zjednoczonych wrocławskiego kickboksera spotkała bardzo miła niespodzianka. Polak nie miał za wiele czasu na zwiedzanie Chicago, i mimo, że zazwyczaj tego nie robi przed walką, tym razem skusił się mały trip wraz ze swoim trenerem oraz jego przyjacielem.

– Dzięki przyjacielowi mojego trenera udało się nam troszkę pozwiedzać Chicago. Wynajął Forda Mustanga, jedno z moich ulubionych aut. Pojeździliśmy po Downtown. Po walce nie mieliśmy już czasu na zwiedzanie, bo dzień później wracaliśmy do kraju. Na świętowanie nie było wiele czasu…

Po zwycięstwie na Glory 44 Michał Turyński zamierza odpocząć, jednak będzie to aktywny sposób spędzania wolnego czasu, bowiem fighter wraz z selekcjonerem kadry Polski w K-1 wybrał się na zgrupowanie reprezentacji do Zakopanego. Zawodnik pochodzący z Ciepłowodów czeka na kolejne zawodowe walki, o czym z resztą opowiada on sam.

– Z trenerem Skrzypkiem wybieramy się do Zakopanego na zgrupowanie kadry Polski w Kickboxingu. Tam troszeczkę odpocznę. Kocham góry. O ćwiczeniu raczej nie będzie mowy, ale zobaczymy. Na razie czuję się dobrze, gdy wszystko zejdzie ze mnie, to pewnie doliczę się kilku siniaków. Z organizacją Glory podpisałem kontrakt na 3 walki, więc czekam na kolejne pojedynki. Wyzwania pewnie będą duże, bo nikt mnie nie oszczędza (śmiech) – zwierza się Michał Turyński.

Źródło zdjęcia: własne

KOMENTARZE



Wyłącz AdBlock