Portret kibica. Iwo Danecki: Koszykówka w moim życiu jest priorytetem [WYWIAD]

W trakcie sezonu można go spotkać na meczach Ślęzy Wrocław, gdzie wraz z grupą najwierniejszych kibiców wspiera swoją drużynę. W wolnym czasie sam chętnie wrzuca piłkę do kosza i zaraża swoich znajomych miłością do sportu. O swojej pierwszej piłce i pasji do koszykówki, w kolejnej odsłonie cyklu Portret kibica, na łamach naszego portalu opowiada Iwo Danecki.

Od czego zaczęła się Twoja miłość do koszykówki?

Moja przygoda z tym sportem zaczęła się od piłki. Zacząłem interesować się koszykówką, kiedy będąc na targu z dziadkiem, znalazłem 10 złotych i postanowiłem zainwestować. Dziadek trochę się dorzucił i kupiłem swoją pierwszą piłkę, którą mam z resztą do dzisiaj. Wtedy zacząłem grać, a potem z biegiem czasu poznawałem drużyny koszykarskie. Od tego momentu minęło już jakieś 20 lat. Pamiętam, że drugą piłkę dostałem na komunię. Razem z kolegami graliśmy w reprezentacjach szkoły albo zbieraliśmy swoją drużynę na różne zawody, które były organizowane przez miasto i uczestniczyliśmy we wszystkich możliwych turniejach.

A pamiętasz swój pierwszy mecz w roli kibica?

To było jeszcze na przełomie podstawówki i gimnazjum. W gimnazjum mieliśmy katechetę z zamiłowaniem do sportu. Gdy było ciepło, to na lekcjach wychodziliśmy na zewnątrz grać w piłkę. On też załatwiał wejściówki na mecze dla szkoły i za 5 złotych każdy miał bilet. Dlatego regularnie chodziliśmy wtedy na wszystkie spotkania. W moim przypadku to się potem zaczęło rozwijać. Na początku był to głównie Śląsk Wrocław, a teraz jest jeszcze Ślęza Wrocław z bardzo fajną ekipą. Mamy koszykówkę kobiet we Wrocławiu, która świetnie prosperuje od kilku lat. Dodatkowo są chłopaki z Wrocławskiego Klubu Koszykówki, też bardzo ciekawa i perspektywiczna drużyna. To są główne trzy zespoły jeśli chodzi o moje zainteresowania koszykarskie w tym mieście.

Co w tym sporcie podoba Ci się najbardziej?

To, że jest wymagający, bardzo dynamiczny, przy czym wymaga myślenia, a zarazem szybkiego podejmowania decyzji i ułożenia strategii względem obecnej sytuacji na boisku, tak aby zaskoczyć swojego przeciwnika. Koszykówka w wykonaniu męskim jest bardziej atletyczna, natomiast kobiecą cechuje poświęcenie i walka o każdą piłkę.

Macie swój Klub Kibica?

Zaczęliśmy tworzyć Klub Kibica Ślęzy Wrocław. W tym roku zawiązał się już oficjalnie, ale zacznie prosperować w pełni w następnym sezonie. Na pewno będzie jeszcze o nas głośno. Ja chodziłem na mecze Ślęzy już od wielu sezonów, wtedy gdy jeszcze grała w I lidze i zbierałem ludzi na wspólne kibicowanie, żeby ich zainteresować tym sportem. Poza tym, w grupie jest zawsze raźniej i fajniej chodzi się na mecze. Potem, z sezonu na sezon zaczęło się to wszystko powoli rozrastać. Oczywiście, im wyższa klasa rozgrywkowa, tym te pojedynki są ciekawsze, nie da się ukryć. W tym sezonie mieliśmy już naprawdę konkretną ekipę, z którą jeździliśmy na wyjazdy. Około 150-200 osób pojechało na mecze Ślęzy do Krakowa. Dlatego w następnym sezonie chcemy to jak najbardziej sformalizować i uruchomić oficjalny klub, żeby zrzeszyć tę grupę najwierniejszych kibiców.

Na ilu meczach jesteś w ciągu sezonu?

Jeśli gramy u siebie, to na wszystkich.

Jeździsz też na wszystkie mecze wyjazdowe?

Kiedy tylko mogę, to jadę. Jestem też w stałym w kontakcie z klubem, wiem co się dzieje, pomagam w organizacji wyjazdów. Znam ludzi, którzy z nami jeżdżą; wiem, kto nie zrobi nam problemów na wyjeździe, bo kibice zdarzają się różni. Aczkolwiek ci koszykarscy to są z reguły spokojni ludzie, potrafią się jednoczyć. Nie raz miałem bardzo miłe spotkania z fanami innych drużyn. W tym miejscu chciałbym serdecznie pozdrowić Adriana, Martę i Tosię Falatyn, którzy są kibicami Wisły Kraków, i którzy gorąco nas przyjęli w momencie, kiedy zostaliśmy tam na finałach w zeszłym sezonie. Wygraliśmy dwa mecze we Wrocławiu, a następnie, w razie porażki, zamiast wracać do Wrocławia, zostaliśmy w Krakowie i byliśmy bardzo gościnnie przyjęci. Na większości meczów byłem, chociaż nie zawsze mi się udawało, bo mam też inne obowiązki. Niektóre wyjazdy wymagają poświęcenia całego dnia. Jeśli gramy z drużynami z odległych miast, to trzeba przejechać całą Polskę, żeby dotrzeć na mecz, a potem jeszcze wrócić. Nie zawsze mogę sobie na to pozwolić, ale jak tylko mogę, to jadę.

Starcza Ci na to wszystko czasu?

Tak. Koszykówka w moim życiu jest priorytetem, więc na nią zawsze mam czas.

Udało Ci się kogoś, kto nigdy nie kibicował, zarazić swoją pasją?

Oczywiście, wiele osób! Często zapraszam znajomych na mecze, bo to jest świetne widowisko i fajna forma spędzania wolnego czasu. Zamiast włóczyć się bez celu po mieście, warto wybrać się na mecz i zobaczyć jak to wygląda, jak ludzie poświęcają się tej dyscyplinie sportu albo choćby jaki jest doping i atmosfera na meczach. Ostatnio rozmawiałem o tegorocznych finałach z moim przyjacielem z Francji, którego namówiłem na mecz, kiedyś jak był w Polsce. W czasie finałów siedział przed swoim komputerem we Francji i oglądał mecze w Internecie. Do dzisiaj jeszcze je wspomina, mimo, że to było dwa miesiące temu. Z innych międzynarodowych kibiców, to udało mi się zarazić pasją człowieka, który mieszka tu na co dzień, ale jest Egipcjaninem. Jego też ten sport już pochłonął. Jeździ z nami na mecze wyjazdowe i od pierwszego wyjazdu zaczął funkcjonować z nami jako bardzo aktywny kibic.

Warto podkreślić, że ten sezon był szczególny dla Ślęzy i jej kibiców.

Oczywiście, to był bardzo szczególny sezon. Pierwszy raz od 30 lat Ślęza zdobyła złoto, drugi raz w historii! Nie wiem nawet jakie emocje towarzyszyły mi podczas ostatniego spotknia, bo byłem tak pochłonięty tym wszystkim, że ciężko mi to opisać. Niemniej jednak, byliśmy pewni, że się uda.

Jak później świętowaliście?

Najpierw była wielka feta na hali. Wszyscy biegali podekscytowani, mieliśmy koszulki mistrza Polski, dzieliliśmy się nimi. Były zdjęcia z zawodniczkami, podpisywanie autografów, rozdawanie koszulek – wielkie emocje. Następnego dnia odbyło się oficjalne spotkanie w restauracji. My natomiast, jako Klub Kibica, zorganizowaliśmy sobie jeszcze grilla, na którym pojawiło się około 50 osób. Chcieliśmy wspólnie świętować, a przy okazji zebrać członków i pomyśleć o planach na przyszły sezon. Każdy też przyniósł swoje pamiątki związane ze Ślęzą. Niektórzy wzięli ze sobą szaliki, które kiedyś były używane, przypinki, chorągiewki i inne fajne gadżety. I to było nasze świętowanie. A tak naprawdę to świętujemy do dzisiaj! Każdy cieszy się z mistrzostwa i jak się spotkamy, to zawsze o tym rozmawiamy. Wspaniale jest być częścią takiej historii.

Masz swoją własną kolekcję pamiątek?

Tak. Chociaż nie wszystkie, o których chcę opowiedzieć są moje. Ostatnio do klubu trafiła stara ceramika, dzbanuszki do parzenia herbaty, filiżanki – świetna rzecz! I wszystko związane ze Ślęzą. Ja też mam swoją kolekcję: mnóstwo koszulek, bluz, szalików. Ten zbiór na pewno będzie się rozrastać, ponieważ klub cały czas wprowadza nowe rzeczy.

Ostatni finał był najważniejszym meczem w Twoim życiu?

Myślę, że to największe wydarzenie na jakim byłem. Sam też gram w koszykówkę, więc podchodzę do spotkań również od strony sportowca. Wiem jak to jest być na parkiecie i odczuwać doping kibiców. Zdaje sobie sprawę, co jest potrzebne zawodniczkom i jak cenne jest wsparcie z strony ludzi, którzy są na hali z drużyną. Widziałem różne niesamowite mecze. Jednym z nich był mecz derbowy Śląska z Turowem, gdy wrocławski klub grał jeszcze w ekstraklasie. Rywale byli bardzo silną drużyną, idącą wtedy na mistrza, a my wygraliśmy ten zacięty pojedynek nieznacznie, ale przekraczając pulę 100 punktów. To był niesamowity mecz, cała hala dopingowała. Są też takie pojedynki, które wygrywa doping, jak chociażby jedno ze spotkań Ślęzy w Polkowicach. Pamiętam jeszcze bardzo fajny mecz, gdzie reprezentacja Polski kobiet pokonała Białoruś jednym punktem, odrabiając zaległości w ostatniej kwarcie na 19:1. Chociaż przewaga wydawała się być nie do odrobienia, dziewczyny potrafiły się zmobilizować i wygrać. To też był jeden z lepszych meczów, na których byłem.

Często zdarza Ci się uczestniczyć w rozgrywkach reprezentacji?

Przede wszystkim reprezentacja to poważna sprawa. Powołanie zawodnika do reprezentacji to jest ogromny zaszczyt, więc dla kibica wybranie się na mecz reprezentacji Polski to też duże wyróżnienie. Tam zbiera się grupa najlepszych zawodników reprezentujących nasz kraj. Wybieram się dumnie na każdy mecz u nas, a kiedy nie mam takiej możliwości, dopinguję z ekipą znajomych przed telewizorem. Świetnie jest zobaczyć polski zespół na parkiecie grający z drużynami z innych krajów.

Co robi kibic Ślęzy w przerwie międzysezonowej?

Czekamy na początek kolejnego sezonu, obserwujemy ruchy klubowe, bo teraz jest czas pozyskiwania zawodniczek. Klub powoli ujawnia, kto będzie grał w przyszłym sezonie. To też jest fajne, że się czeka i nagle pojawia się jedna zawodniczka, potem następna, co powoli zaczyna dawać obraz tego, kto będzie grał w lidze. Są też inne kluby, które podają informacje, więc śledzimy to na bieżąco. Ja dodatkowo też gram. Mam swoją grupę zawodników, którą udało mi się stworzyć. Zaczęło się od 8 osób i obecnie trwa to już wiele lat. Chodzimy razem na mecze, ale też spotykamy się z koszykówką aktywnie ją uprawiając. Zbieramy się na boisku IX Liceum Ogólnokszałcącego i na ten moment grupa na Facebooku liczy już prawie 800 osób. Mamy tam fajne warunki, dobrą atmosferę; dziennie jest tam w stanie przyjść nawet 30 osób. Jak tylko pogoda dopisuje, tam zawsze jest ktoś do gry. Staram się organizować przynajmniej trzy wewnętrzne turnieje w ciągu wakacji dla grupy, którą prowadzę i po prostu gramy, cieszymy się koszykówką. Świetnie, że ta dyscyplina sportu we Wrocławiu jednak żyje. Nieważne czy jest sezon, czy nie – cały czas coś się dzieje.

Jakie są Twoje oczekiwania przed nadchodzącym sezonem?

Ślęza ma świetny sztab i działaczy, którzy tam pracują, więc jest zaufanie i spokój. Uważam, że oni zrobią najlepszą robotę, jaką tylko mogą w danych warunkach, a nawet lepszą niż tylko mogą, i że kolejny sezon będzie wspaniały.

W takim razie, czego życzyć kibicowi Ślęzy na nowy sezon?

Mocnych nerwów (śmiech)!

 

Fot.: Przymknięta Przysłona oraz prywatne zbiory rozmówcy

Rozmawiała Katarzyna Kowol

KOMENTARZE



Partnerzy

{"slides_column":"4","slides_scroll":"1","dots":"true","arrows":"true","autoplay":"true","autoplay_interval":"2000","loop":"true","rtl":"false","speed":"1000","center_mode":"false"}

Wyłącz AdBlock