Andrzej Krowiak: Praca z młodzieżą sprawia mi dużą przyjemność [WYWIAD]

Trener Andrzej Krowiak jest znany wrocławskim sympatykom siatkówki ze współpracy z młodzieżowymi drużynami Impela Wrocław. W tym sezonie szkoli i prowadzi do zwycięstw drużynę młodziczek rocznika 2003. Dzisiaj rozmawiamy z nim o początkach przygody z siatkówką, trenowaniu kadry Polski w Spale oraz o specyfice pracy z młodzieżą. 

Obecnie trenuje Pan wrocławskie młodziczki. A jak to było w czasach, kiedy Pan należał do tej grupy wiekowej?

Pochodzę z Gozdnicy, małej miejscowości w lubuskim, gdzie za moich czasów sport był na poziomie szkolnych zajęć popołudniowych. Moje początki były takie, że uciekałem z zajęć siatkówki na tenisa stołowego, dopóki trener od tenisa po prostu nie wpuścił mnie na zajęcia, więc wróciłem do siatkówki. Moich dwóch braci grało w piłkę siatkową, a siostra w koszykówkę, dlatego wiadomo było, że prędzej czy później skończę na parkiecie do siatkówki. Tak wyglądały moje czasy młodzikowe. Teraz jest zupełnie inaczej, ponieważ dziewczyny są zdeterminowane i cały ich plan tygodnia jest dopasowany pod treningi i pod naukę.

Jak wyglądała dalsza kariera sportowa po powrocie na boisko?

Dalej przechodziłem z jednej kategorii wiekowej do następnej. Wybór szkoły średniej też był zdeterminowany przez siatkówkę. Poszedłem do Nowej Soli, gdzie młodzieżowe grupy były na przyzwoitym poziomie. Tam prawdziwe szlify jako zawodnik otrzymałem od trenera Edwarda Szweca. Następnie zdecydowałem się na naukę na Akademii Wychowania Fizycznego i w związku z tym zostałem powołany na obóz sportowy do Orła Międzyrzecz, gdzie przez 4 lata studiów występowałem przy boku, m.in. Dawida Murka. Obydwaj graliśmy na przyjęciu, on był wtedy juniorem i rywalizowaliśmy o pozycję. Wiadomo jaki to był kaliber zawodnika, także szans nie miałem zbyt wielkich, ale mile to wspominam. Następnie przeniosłem się do Gwardii Zielona Góra, z którą jeszcze w tym samym sezonie udało nam się wejść do II ligi. Było to spore osiągnięcie, bo drużyna starała się o to przez 25 lat. Z czasem przez kontuzje i ze względu na wiek przeszedłem na ciemną stronę mocy, czyli zostałem trenerem.

Studiował Pan na AWF-ie z myślą, że będzie Pan kiedyś trenował?

Nie, nie myślałem o tym. Dopiero za namową kolegów zacząłem trenować chłopców w Zielonej Górze W tych czasach była to pustynia siatkarska, tam wszyscy grali w koszykówkę. Jednak potem z juniorami weszliśmy do finału mistrzostw Polski. Wygraliśmy grupę i zajęliśmy ostatecznie 4. miejsce. Na początku wszyscy chcieli z nami grać, bo mieli nas za takiego Kopciuszka, a my sprawiliśmy niespodziankę. O wejście do strefy medalowej walczyliśmy chociażby z Częstochową, a potem graliśmy ze Skrą Bełchatów o brązowy medal – niestety przegraliśmy 3:1. Dwóch chłopców powołano mi wtedy do kadry Polski – Adrian Buchowski gra do tej pory w Olsztynie, a Mateusz Nożewski w Nysie w I lidze. Potem los pokierował mnie do drużyny żeńskiej Impela i teraz prowadzę grupę młodziczek. Zauważono mnie również w gronie kandydatów do objęcia kadry Polski i aktualnie jestem trenerem rocznika 2004. Przygotowujemy się do mistrzostw EEVZ-y (mistrzostwa Wschodnioeuropejskiego Związku Piłki siatkowej – dop. red.), które odbędą się na jesień.

Był Pan też trenerem reprezentacji Polski kadetów.

Po sukcesie z moją pierwszą grupą chłopców, na finałach w Radomiu podszedł do mnie trener Ryś i zaproponował mi pracę w szkoleniu centralnym w Spale. Podjąłem się tego zadania z myślą o rozwoju trenerskim. Spędziłem 2 lata w SMS-ie Spała z reprezentacją polskich kadetów i juniorów, zaliczając po drodze kilka fajnych imprez, jak kwalifikacje, mistrzostwa Europy i różnie turnieje towarzyskie: Kaliningrad, Sofia, Rzym. I stamtąd właśnie przeszedłem do dziewcząt, co było trochę terapią wstrząsowa. Moim zdaniem, piłka siatkowa damska i męska to są dwie inne dyscypliny sportu. Pomimo tego, że podobnie wszystko wygląda, to wiele rzeczy się różni.

Jaka jest największa różnica pomiędzy trenowaniem dziewczyn i chłopców?

Kiedyś człowiek sprawność fizyczną łapał na trzepaku, na drzewach, a teraz zwłaszcza dziewczętom trzeba wszystko pokazać. Dawniej mówiło się “zrób przewrót”, teraz dzieci nie potrafią tego robić. Druga sprawa, że dziewczyny często mówią: nie potrafię czegoś zrobić. A chłopak powie: ja nie potrafię? I to jest ta różnica – chłopak po prostu próbuje, nie umiejąc czegoś wykonać, a dziewczęta są trochę wycofane i trzeba je do tego przekonać. Oczywiście znajdują się perełki, które nie mają taich oporów i takie wybitności grają później na najwyższym poziomie. Ale są też takie, które rzetelną, ciężką pracą dochodzą do pewnego etapu w swojej karierze i bardzo dobrze się prezentują.

Na takie perełki trafił Pan trenując reprezentację Polski kadetów.

Miałem samodzielnie objąć reprezentację rocznika 1995 i to ja prowadziłem wtedy całą selekcję. Swoje pierwsze kroki stawiali wówczas Artur Szalpuk, Olek Śliwka, Kacper Piechocki, Rafał Szymura, Marcin Komenda – byliśmy na wielu obozach w Cetniewie i w Krośnie w latach 2011-2012. Ale myślę, że to nie jest tak, że ja mam jakiegoś szczególnego nosa do nich. Po prostu oni w swoim roczniku byli wybitni. Tak się złożyło, że zostali przeze mnie powołani do reprezentacji do SMS-u i jest to naprawdę fajna sprawa. Jeżeli potem się widzi takiego chłopaka na parkiecie albo on cię zauważa, podchodzi i dziękuje, docenia to, że ten trener go zauważył – to jest niewątpliwie miłe.

Co jest największym wyzwaniem, a co daje najwięcej satysfakcji we współpracy z młodzieżą?

Drużyna w siatkówce to jest system naczyń powiązanych. Nie można wyszkolić jednej zawodniczki i bazować na niej przez rok czy dwa. Tu trzeba przygotować zawodniczki indywidualnie i systemowo, jako część całej drużyny. Największa satysfakcja jest jak się widzi z dnia na dzień, że wszystko zaczyna się układać. Gdy porównuje się film, który na początku nagrywałeś z tym, co zespół teraz gra; jak zawodniczki lub zawodnicy kiedyś się poruszali i jak to teraz wygląda. To napędza, daje kopa do dalszej pracy. A jak jeszcze się uda kogoś wprowadzić do najwyższych klas rozgrywkowych, to chyba jest nawet większa satysfakcja niż zdobycie medalu. Bo o medalach to się tak naprawdę szybko zapomina. Ale jak się potem widzi taką zawodniczkę albo zawodnika, grającego na najwyższym poziomie, to wtedy przypominają się te najlepsze czasy.

Jaki jest największy sukces w pańskiej dotychczasowej pracy?

Dla mnie bardzo dużym sukcesem było to 4. miejsce z chłopcami, o którym już wspominałem, bo to była moja pierwsza grupa, którą trenowałem. Kolejnym był srebrny medal, który zdobyliśmy z dziewczynami 2 lata temu. Współpracowaliśmy wtedy z trenerem Błaszczykiem – połowę dziewczyn on miał u siebie podczas całego sezonu, ja połowę u siebie. A później ten zespół się docierał. Stoczyliśmy dwa niesamowite pojedynki z zespołem ze Świdnicy, gdzie wygraliśmy z nimi dwa razy po 3:2, mimo że przegrywaliśmy w tie-breakach. Po tych ciężkich dwóch meczach, w których nikt na nas nie stawiał złamanego grosza, my nie przegraliśmy później żadnego meczu aż do momentu finału o złoto z Legionowem. To był też niesamowity marsz, gdzie zaczynało się bardzo mizernie, a zdobyliśmy srebrny medal. I to są te chwile, które zapadają w pamięć, jeżeli chodzi o szkolenie dzieci i młodzieży.

W obecnym sezonie pańska drużyna też sobie świetnie radzi. Jakie są cele na ten sezon i czy coś już udało się zrealizować?

Cele są zawsze takie same – zdobycie złotego medalu mistrzostw Polski i nie ma co popadać w fałszywą skromność, bo po to się trenuje. Trenuje się też po to, żeby wychować i wyszkolić zawodniczkę, która będzie potem zasilała barwy naszego Impela. Naszym celem na dziś jest, jak to kiedyś mówił klasyk Adam Małysz: “oddać kolejny dobry skok, ten najbliższy.” Czyli dobrze zagrać najbliższy mecz. A czy udało się coś zrealizować? Myślę, że sukcesem tej grupy jest to, że gra cała drużyna. Wiadomo, że przeważnie w drużynie jest ta wyjściowa szóstka, siódemka dziewczyn, które zazwyczaj rozpoczynają mecze, ale na dobrą sprawę wszystkie moje zawodniczki potrafią wejść na boisko i zastąpić godnie swoją poprzedniczkę. I to jest siła tej grupy.

A Pana cele?

Na razie nie koncentruję się na niczym innym, praca z młodzieżą sprawia mi dużą przyjemność. Na ten moment tylko to mnie interesuje, nie próbowałem jeszcze tak naprawdę pracy z seniorskimi zespołami męskimi czy żeńskimi. Myślę, że każdy ma swoje miejsce w szyku i na razie dobrze czuję się w pracy z młodzieżą. Zobaczymy jak pójdzie nam w roczniku 2004 na płaszczyźnie europejskiej, reprezentacji. Jakby tam udało się coś ugrać, to będzie naprawdę fajne doświadczenie.

Rozmowa i zdjęcia: Katarzyna Kowol

KOMENTARZE



Wyłącz AdBlock