Filip Zając: Sport przyciągnął mnie do fizjoterapii [WYWIAD]

Drużyna siatkarska to nie tylko trenerzy i zawodnicy. Sportowa machina nie funkcjonowałaby tak sprawnie, gdyby nie praca osób, których często na pierwszy rzut oka nie widać. Dlatego dzisiaj do rozmowy zaprosiliśmy fizjoterapeutę Filipa Zająca, dbającego o zdrowie i stawiającego na nogi siatkarzy i siatkarki Gwardii i Impela Wrocław. W wywiadzie opowiada o kulisach i specyfice swojej pracy.  

Pochodzisz z Lublina. Jak znalazłeś się we Wrocławiu?

Przyszedłem tutaj na studia na Akademię Wychowania Fizycznego. Cała moja rodzina studiowała we Wrocławiu, z tym, że na politechnice. Ja byłem jedyną osobą, która chciała coś robić ze sportem. Wcześniej miałem też małą przygodę z siatkówką, w szkole i w klubie w kategorii juniora, która niestety szybko zakończyła się kontuzją. Jak się jednak później okazało, to sport przyciągnął mnie fizjoterapii. Gdy byłem kontuzjowany, to sam nie wiedziałem, co z tym robić i to był jeden z powodów, dla których zacząłem interesować się fizjoterapią.

W jakim klubie sportowym debiutowałeś w roli fizjoterapeuty?

Gwardia była pierwszym klubem, w którym zacząłem pracować w sezonie 2011/12. Wcześniej działał tutaj mój kolega Dominik Bryń, ale on przeszedł do innego klubu. Wtedy zaproponował mi, żebym przejął jego miejsce w Gwardii, na co chętnie przystałem. Byłem świeżo po studiach, więc chciałem zdobyć jak najwięcej doświadczenia. Obecnie, po tych kilku latach pracy widzę, że ludzie tutaj coraz bardziej mi ufają. Kiedyś było też dużo trudniej, bo mniej potrafiłem. Nie mówię, że teraz wiem wszystko, ale na pewno więcej niż w tamtych latach.

Jak wygląda typowy dzień z życia fizjoterapeuty?

Typowy dzień meczowy, a zwykły dzień w pracy, gdy przyjmuję pacjentów w gabinecie, to są dwie całkiem inne rzeczy. Dodatkowo w tym roku mi urodził mi się syn, więc rano jestem w domu z dzieckiem, a popołudniu przychodzę do klubu. Poza tym, zawsze jestem dostępny dla chłopaków przed treningiem. Przychodzą do mnie z kontuzjami, problemami fizycznymi i psychicznymi, albo po prostu po to, żeby porozmawiać. To jest taki zwykły dzień treningowy. W dzień meczowy działamy nieco inaczej. Zawsze jestem dostępny dla siatkarzy również przed meczem, a podczas meczu występuje w roli pomocy fizjoterapeutycznej. Jakby przypadkiem coś się wydarzyło na boisku, to natychmiastowa reakcja jeszcze w trakcie spotkania pozwala nam potem na szybszy powrót zawodnika do grania.

Takie sytuacje często się zdarzają?

Na meczach na szczęście nie. Praca fizjoterapeutów i trenerów polega również na tym, żebyśmy zapobiegali takim kontuzjom. Wiadomo, że nie zawsze się uda i zdarzają się przypadki, że uraz nastąpi, ale staramy się jak możemy, aby do tego nie doszło. Sama prewencja jest bardzo ważna, czyli głównie zadania, które zawodnicy wykonują podczas rozgrzewki i po treningu. Do nich zalicza się dbanie o elastyczność mięśni i ścięgien, czy też dbanie o siłę mięśniową tych partii, których nie używamy na treningu. A dodatkowo bardzo istotne jest też rozciąganie.

Oprócz Gwardii współpracujesz też z drużynami Impela. Jak udaje się łączyć te wszystkie obowiązki? Praca z chłopakami i dziewczynami bardzo się od siebie różni?

Często się nie udaje (śmiech). Jest dużo jeżdżenia, dlatego też u chłopaków mogę być obecny tylko przed treningami. Wieczorami zazwyczaj jadę do Impela. Wcześniej jeszcze jestem dostępny też dla młodego Impela, więc potrzeba tutaj dużo logistyki, ale jakoś daj radę. Podstawową różnicą jest to, że panowie są dużo mniej wytrzymali na ból. A poza tym wiadomo, że tak jak w każdym klubie sportowym, całkiem inna praca jest z mężczyznami, a całkiem inna z kobietami. Jeśli natomiast chodzi o “kontuzjogenność” to tu nie ma szczególnej zależności. Ten sport cechuje się urazowością danych partii i nie można powiedzieć, kto jest na nie bardziej podatny.

Z jakimi dolegliwościami siatkarze i siatkarki przychodzą do Ciebie najczęściej? Które kontuzje są najtrudniejsze?

Najczęstsze urazy i problemy siatkarzy i siatkarek dotyczą stawów kolanowych, stawów skokowych i stawów ramiennych. Nic dziwnego, bo właśnie tego najczęściej używają podczas meczów i treningów. Natomiast najtrudniejsze kontuzje to takie, w których ja sam nie mogę im pomóc. Wtedy zachodzi potrzeba konsultacji, czy nawet działań lekarzy. W takiej sytuacji mamy zazwyczaj do czynienia już z kontuzją przewlekłą, która może wyeliminować zawodnika na jakiś czas z gry. Z tym się też czasami borykamy, ale na szczęście w tym sezonie jeszcze takiej akcji nie mieliśmy.

Wspomniałeś, że zawodnicy przychodzą do Ciebie nie tylko ze sprawami fizycznymi, ale też pogadać. Czyli fizjoterapeuta musi być też poniekąd psychologiem?

Takie sytuacje się zdarzają. Fizjoterapeuci w klubach sportowych mają dość ciężkie zadanie, bo są po środku – między trenerem a zawodnikiem. Muszą wysłuchać jednej i drugiej strony. Dlatego ta część psychologiczna czasami wchodzi w grę. Pamiętam, że kiedyś jeden z siatkarzy zadzwonił do mnie przed samym meczem i zapytał, czy może przyjść do gabinetu wcześniej. Przyszedł, położył się na kozetkę i mówi, że boli go brzuch. Na co ja odpowiadam: “W takiej sytuacji, to za dużo Ci nie pomogę. Czego potrzebujesz ode mnie?” I w końcu chłopak przyznał, że po prostu chciał tutaj posiedzieć, porozmawiać i tyle. Pogadaliśmy jakieś 15 minut, po czym wstał i powiedział, że czuje się dużo lepiej i zagrał całkiem dobry mecz. Zawodnicy w klubie są młodzi, często przyjeżdżają spoza Wrocławia, więc potrzebują takich osób, do których mogą przyjść i z którymi mogą porozmawiać. Dla nich ważna jest ta świadomość, że mają kogoś, kto ich wysłucha.

Kto jest najbliższym współpracownikiem fizjoterapeuty w klubie?

Osobą pierwszego kontaktu jest na pewno trener. Z nim zawsze musimy ustalać, co dany zawodnik może robić, a czego nie powinien. To jest główna osoba, z którą rozmawiamy. No i oczywiście zawodnicy. Tak jak mówię: fizjoterapeuta jest po środku między zawodnikami i trenerem, więc obie strony są dla niego istotne.

Jak w obecnym sezonie pracuje się z wrocławskimi drużynami?

W tym sezonie współpraca układa się dobrze, choć są to bardzo młode zespoły. Z młodymi ludźmi zawsze pracuje się inaczej niż z tym doświadczonymi. Młodzieży często trzeba uświadamiać czynniki, które mają wpływ na ich zdrowie i namówić ich, żeby stosowali się do naszych wskazówek. Starsi zawodnicy i zawodniczki o wiele bardziej się do tego przykładają, bo już mają swoją historię urazową i nie chcą powtórki z rozrywki.

Fizjoterapia jest dziedziną, która ciągle się rozwija. Czy na przestrzeni lat pojawiły się jakieś nowinki, które miały znaczący wpływ na Twoją pracę?

Praca fizjoterapeutów cały czas się zmienia. Kiedyś uważano, że np. rozciąganie przed treningiem jest słuszne, a aktualnie się od tego odchodzi. Tak samo dużo jest teraz badań na temat chłodzenia po urazach i wychodzi na to, że nie powinno się tego robić, a dawniej się robiło. Ciągle pojawiają nowe rzeczy i jest prowadzonych wiele dyskusji na ten temat. Dlatego cały czas trzeba w tym świecie siedzieć, uczyć się i czytać, żeby być na bieżąco. Wiadomo, że każdy fizjoterapeuta wypracowuje swoje metody działania, ale w ogólnym rozrachunku najważniejsze jest to, żeby pomóc zawodnikowi.

Fot. kolejno: Biuro Prasowe Impel Wrocław, Anna Niewolińska oraz Aleksandra Twardowska

Rozmawiała: Katarzyna Kowol

 

KOMENTARZE



ZAUFALI NAM

Wyłącz AdBlock