Portret kibica. Sławomir Bryłka: Jestem po prostu szalonym, zielonym wariatem! [WYWIAD]

Zielony irokez, koszulka i szalik oraz bęben, który robi dużo hałasu na meczach siatkówki. Takie są atrybuty Sławomira Bryłki – członka Klubu Kibica Impelu Wrocław, którego na co dzień można spotkać na hali sportowej. W przerwie pomiędzy jednym wyjazdem a drugim, udało nam się porozmawiać z nim między innymi o tym, jak zaczęła się jego przygoda z kibicowaniem oraz jak wygląda funkcjonowanie Klubu Kibica od kuchni.

Pamiętasz kiedy po raz pierwszy poszedłeś na mecz siatkarski?

Pamiętam, to było 5 lat temu. Wygrałem na Facebooku bilety na mecz przeciwko Pile, w konkursie zorganizowanym przez Gazetę Wrocławską. To był pojedynek o 5 miejsce w Orlen Lidze i jakoś wtedy złapałem bakcyla. Wcześniej natomiast chodziłem na koszykówkę i na żużel. Do dzisiaj z resztą staram się łączyć te zainteresowania i w okresie wakacyjnym kibicuję żużlowcom.

Od razu zapałałeś miłością do siatkówki, czy to uczucie powoli w Tobie kiełkowało?

Wszystko działo się powoli. Tak się akurat złożyło, że kolejnym razem też wygrałem bilety i potem znowu. Kiedyś udało mi się zdobyć nawet 10 biletów na jeden mecz. Tym, którzy będą się zastanawiać co trzeba zrobić, żeby wygrywać wejściówki, podpowiem, żeby dużo siedzieć na Facebooku i przeglądać różne strony internetowe (śmiech). Później zdarzyło się tak, że siedziałem naprzeciwko Klubu Kibica, i patrzę, a tam jacyś zielony wariaci stoją po drugiej stronie. Poszedłem do nich kiedyś podczas jednego meczu i tak się zaczęła moja historia z Klubem Kibica. Teraz jestem tam już czwarty sezon.

Jak wygląda funkcjonowanie Klubu Kibica od wewnątrz? Bo to co widzimy na meczach, to efekt końcowy waszych działań.

Często organizujemy wspólne spotkania. Staramy się, żeby było to tak raz lub dwa razy na dwa miesiące. Mamy różne pomysły, szukamy przyśpiewek, słuchamy też innych klubów kibica, czy też przeglądamy strony internetowe. Ostatnio kilka przyśpiewek pokazały nam dziewczyny z młodziczek II, ponieważ też świetnie dopingowały kadetki podczas ich spotkania. Staramy się wymyślać jakieś hasła, konkursy, prezenty dla dziewczyn, bo każda siatkarka dostaje jakiś upominek na swoje urodziny. Niedawno organizowaliśmy niespodziankę na spóźniony Dzień Kobiet. Poza tym, pewnie przygotujemy jakieś upominki łącznie z uroczystą kolacją z okazji zakończenia sezonu. Bardzo się w to wszystko angażujemy i tak robimy już od wielu lat. Interesujemy się nie tylko w Orlen Ligą i Młodą Ligą, ale staramy się być na wszystkich meczach drużyn, które grają we Wrocławiu. Rok temu ja sam uczestniczyłem w ponad 180 meczach.

Często udaje się wam spotykać z siatkarkami w celach integracyjnych?

Raczej rzadko, bo dziewczyny mają swój cykl treningowy, ale staramy się przychodzić do nich na treningi. Czasami też spotykamy je przypadkowo na ulicy, tam też można z nimi porozmawiać. Wiadomo jednak, że ważniejsze dla nich są treningi i mecze, więc staramy się ich za bardzo nie rozpraszać.

Jak udaje Ci się łączyć pasję do siatkówki z codziennym życiem i obowiązkami?

W sumie sam nawet nie wiem, jak to się udaje. Mam bardzo wyrozumiałego szefa. Sam powoli wciąga się w siatkówkę i już też ogląda mecze. Poza tym, próbuję jakoś to wszystko łączyć i póki co mi się udaje. Dodatkowo, staramy się być na wszystkich spotkaniach wyjazdowych Orlen Ligi. Natomiast jeśli chodzi o Młodą Ligę, to raz się udaje, a raz nie. W przypadku młodziczek i tych młodszych kategorii, to zależy od tego gdzie grają i w jakim terminie, ale robimy wszystko, żeby dotrzeć wszędzie.

Taki aktywny udział w meczach, gdzie głośno śpiewacie i uderzacie w bębny nie jest męczący?

Jak zaczynałem swoją karierę w Klubie Kibica, to trochę mnie to męczyło, a teraz już nawet tego nie czuję. Natomiast jeśli chodzi o gardło, to na początku były problemy. Zdarzało się, że już po dwóch, trzech meczach z rzędu gardło siadało i nie można było nic mówić. Teraz już jest wyćwiczone i nie daje żadnych oznak zmęczenia.

Jak wyglądają wyjazdy na dłuższe turnieje, jak np. Puchar Polski?

Organizujemy się wcześniej. Wiadomo, akurat Puchar Polski jest takim specyficznym turniejem, gdzie przeważnie dowiadujemy się 3, 4 dni przed finałami, że nasza drużyna awansuje. W tym roku mieliśmy wstępnie wcześniej zarezerwowane noclegi. Udało się, impelki awansowały do turnieju finałowego. Pojechało nas w sumie chyba 15 osób i każdy miał gdzie przenocować. Niestety, nasze dziewczyny przegrały pierwszy mecz i odpadły z dalszej rywalizacji. Ważne jednak, że byliśmy z nimi. To był chyba najdłuższy mecz w naszym życiu i taki zwrot akcji! Prowadzić 2:0, mieć piłkę meczową… Później w tie-breaku też wygrywaliśmy. Były nerwy, były emocje i za to dziewczynom dziękujemy. Taki jest urok sportu: raz się wygrywa, raz się przegrywa.

Oprócz meczów ligowych i lokalnych uczestniczysz też w spotkaniach reprezentacji Polski?

Tak, staramy się tam być. Rok temu pojechaliśmy na World Grand Prix do Zielonej Góry. Dwa lata temu byliśmy na turnieju finałowym Grand Prix II Dywizji w Lublinie. Jeśli odbywają się u nas jakieś mecze reprezentacji Polski juniorek czy kadetek, to też staramy się na nie jeździć. Rok temu byliśmy chociażby w Twardogórze.

Przy takiej częstotliwości meczów masz bardzo dobrą pamięć.

Staram się zapamiętać wszystkie spotkania. Zajmuję się też fanpage’ami wszystkich grup młodzieżowych Impelu i Klubu Kibica, i mam na komputerze jeden folder, gdzie przechowuje zdjęcia. Opisuję wszystko; spisuję sobie daty, wyniki, tytuły MVP, czyli prowadzę taką małą statystykę. Jestem po prostu szalonym, zielonym wariatem (śmiech)! Jeśli chodzi o znalezienie na to czasu, to nieraz jest ciężko, ale jeśli się dobrze wszystko zorganizuje, to można spokojnie te rzeczy ze sobą połączyć.

Twój najważniejszy mecz w życiu?

Na pewno turniej 3 lata temu, gdy nasze dziewczyny zdobyły srebrny medal. To był mój pierwszy rok w Klubie Kibica. Była ogromna radość, że po trzech latach z rzędu, kiedy zdobywały tylko 5 miejsce, awansowały do ścisłej czwórki. Pokonały wtedy na wyjeździe Atom, i u siebie też go pokonały, a to była wówczas bardzo silna drużyna. Graliśmy wtedy też spotkania z Chemikiem. Srebrny medal był wielkim sukcesem i to właśnie te spotkania najlepiej zapamiętałem. Poza tym, jeszcze zeszłoroczne turnieje finałowe juniorek i kadetek. Chociaż jest to niższy wiekowo poziom rozgrywek, to emocje są porównywalne jak w Orlen Lidze, więc warto też brać udział w turniejach młodzieżowych.

Zbierasz pamiątki z takich szczególnych dla Ciebie wyjazdów?

Tak, zawsze staram się zdobyć jakąś pamiątkę. Mam kolekcję szalików, próbuję też swoich sił na różnych aukcjach z gadżetami siatkarskimi, głównie związanych z Impelem, ale w grę wchodzą też inne kluby. W tym roku Impel zrobił mi bardzo fajną niespodziankę na urodziny. Dostałem od nich srebrny medal kadetek oraz brązowy medal Mistrzostw Polski seniorek z zeszłego roku. To jest bezcenny prezent. Póki co, przechowuje te wszystkie pamiątki w różnych szafach, szufladkach, skrytkach, chociaż już powoli przestają się tam mieścić.

Pojawiałeś się już wcześniej w mediach?

Tak, zdarzało się. Pierwszy raz pojawiłem się w Gazecie Wyborczej w zakładce sportowej. Po jakimś meczu zrobili mi zdjęcie z zielonym irokezem. Poza tym, były jeszcze wywiady w różnych telewizjach regionalnych, a nawet w telewizji czeskiej. Rok temu byliśmy na World Grand Prix Kobiet w Zielonej Górze, gdzie występowała też reprezentacja Czech. Po jednym z meczów, podczas którego Czechy grały z Portoryko, podeszła do mnie pani redaktor z czeskiej telewizji z tłumaczem i spytała, czy może ze mną przeprowadzić wywiad. A dlaczego? Ponieważ kibicowaliśmy tam też drużynie czeskiej, w której gra nasza Andzia (red.: Andrea Kossanyiova). Niestety tego wywiadu nie widziałem, bo niektóre czeskie kanały są w Polsce zablokowane, ale miałem okazję zobaczyć jego fragment i wyglądało to dość zabawnie.

A skąd wziął się wspomniany przez Ciebie irokez?

Irokeza jako pierwszy kupił obecny prezes Klubu Kibica Darek Bachurski. Później zorganizował też jeden dla mnie. W zanadrzu mam jeszcze czapkę skrzata zielono-czarną i czapkę Mikołaja zielono-białą. Czapkę Mikołaja zdarza się mi się ubierać w okresie świąteczno-noworocznym, a z innymi gadżetami bywa różnie. Czasem jest to zależne od humoru, czasem od tego jak i gdzie grają dziewczyny. A nieraz po prostu zakładam to, co mam pod ręką.

Bliscy nie mają pretensji o to, że tak dużo czasu poświęcasz siatkówce?

Nie, już się przyzwyczaili do tego, że dla mnie siatkówka jest bardzo ważna. Wiadomo, że nie zapominam też o rodzinie, więc staram się to wszystko łączyć. Zaraziłem też moją pasją kilku znajomych, m. in. Darka Bachurskiego, który potem został prezesem Klubu Kibica.

A masz jakieś hobby poza sportem?

Pewnie! W okresie wiosenno-jesiennym jeżdżę dużo na rowerze, a także podróżuję. Głównie po Polsce, chociaż staram się też czasem wyskoczyć za granicę.

Jak zachęciłbyś osobę, która nigdy nie była meczu, do tego, żeby przyszła i być może też zaraziła się pasją?

Warto przyjść, bo to są piękne emocje. Jest dużo ciekawych sytuacji, można poznać bliżej siatkarki, można też po prostu wyżyć się na bębnie po złym dniu. Zapraszam na mecz, bo to naprawdę jest coś, czego się później nie zapomina.

 

Fot.: Archiwum prywatne Sławomira Bryłki

Rozmawiała: Katarzyna Kowol

 

KOMENTARZE



Partnerzy

{"slides_column":"4","slides_scroll":"1","dots":"true","arrows":"true","autoplay":"true","autoplay_interval":"2000","loop":"true","rtl":"false","speed":"1000","center_mode":"false"}

Wyłącz AdBlock