Siatkówka. Jędrzej Jasnos: Zespół może mieć wielu liderów [WYWIAD]

W II lidze siatkówki mężczyzn na dobre rozkręciła się już runda rewanżowa fazy zasadniczej rozgrywek. W ostatni weekend Gwardia Wrocław pokonała na wyjeździe drużynę WKS Sobieski Żagań 3:2, odnosząc tym samym swoje szóste zwycięstwo z rzędu. Liderem pod względem ilości zdobytych punktów dla wrocławskiej drużyny, jest grający na pozycji przyjmującego Jędrzej Jasnos. To właśnie jego poprosiliśmy o podsumowanie sezonu i zapytaliśmy o plany na przyszłość.

Pamiętasz swoje siatkarskie początki?

Zacząłem grać w siatkówkę w czwartej klasie podstawówki w moim rodzinnym Ełku. Zawsze ciągnęło mnie na boisko. Stworzono tam klasę sportową o profilu siatkarskim, do której dołączyłem, trenowałem i od najmłodszych lat uczestniczyłem w zawodach. Później, już w gimnazjum, dostałem propozycję żeby przejść do Olsztyna i z tamtą drużyną zdobyłem srebro mistrzostw Polski kadetów. Kiedy otrzymałem powołanie do kadry wojewódzkiej, to wiedziałem, że wszystko idzie w dobrą stronę. Dlatego po maturze chciałem łączyć studia z graniem. Wybrałem Zieloną Górę, gdzie występowałem przez 2 lata. Bardzo miło wspominam ten okres. Kończąc licencjat grałem w Nowej Soli, a teraz jestem tu i reprezentuję barwy Gwardii Wrocław.

Czym różni się praca w Gwardii w porównaniu z Twoimi poprzednimi doświadczeniami?

W poprzedniej drużynie byłem jednym z młodszych zawodników, więc moja rola była nieco inna niż teraz. Nikt na mnie nie patrzył jak na zawodnika, który ma robić punkty i ciągnąć zespół, bo tam byli od tego inni ludzie i każdy wiedział, co ma robić. Rozkład ataku wyglądał zupełnie inaczej. Natomiast tutaj jest młody zespół i czasem trzeba kolegów wspomóc, skrzyknąć, czasami delikatnie zmobilizować, żeby dali z siebie więcej – jest większa odpowiedzialność za swoje zadania. To jest dla mnie nowa rola. Chociaż jestem jeszcze młodym zawodnikiem, to czuję się bardziej doświadczony, ale fajnie się w tym odnajduję.

Obecnie występujesz na boisku jako przyjmujący. Próbowałeś wcześniej grać na innych pozycjach?

Zawsze to była pozycja przyjmującego, bo chciałem dużo robić na boisku. Podobało mi się, że od przyjmującego tak wiele zależy, ponieważ jest odpowiedzialny za obronę, atak i przyjęcie. Chyba najbardziej w tym wszystkim cieszy mnie to, że mogę atakować. Jak jest dobrze wystawiona piłka, gdzie można uderzyć bardzo efektownie, to jest to dla mnie wielka satysfakcja. Wiadomo, najważniejsze jest zdobycie punktu, ale nie mam nic przeciwko temu, żeby akcja też ładnie wyglądała.

Jesteśmy w samym środku sezonu – niedawno zaczęła się runda rewanżowa. Jak podsumowałbyś, to wszystko, co działo się do tej pory?

Działo się dużo. Początek sezonu był dla nas ciężki, dlatego że byliśmy zupełnie nową drużyną. Nikt jeszcze nie wiedział, czego możemy się po sobie spodziewać, a wiadomo, że w siatkówce na boisku trzeba bazować głównie na zaufaniu. Nikt z nas nie znał jeszcze dokładnie swojej roli i był świadomy, że każdy błąd może go kosztować wypadnięcie poza wyjściową szóstkę w kolejnym spotkaniu. Być może właśnie to nas trochę przybijało i brakowało nam radości z gry. Przeprowadziliśmy wiele rozmów o tym, jak mamy trenować i prezentować się na parkiecie. Efekty tych działań zobaczyliśmy w połowie pierwszej rundy. Poznaliśmy się nawzajem i zmieniliśmy swoje nastawienie. Zaczęliśmy też sobie nawzajem ufać na boisku. Zrozumieliśmy, że w drugiej lidze trzeba czasem wygrywać sercem, bo umiejętności wszystkich drużyn są do siebie bardzo zbliżone. Nieraz detale mogą wypaczyć wynik sportowy i niekoniecznie drużyna, która jest faworytem, wygrywa.

Na ten moment zajmujecie trzecie miejsce w tabeli. Jest apetyt na więcej?

Na pewno chcielibyśmy zakończyć rundę zasadniczą na drugiej pozycji. Potem fajnie by było, gdybyśmy niejako na zwieńczenie sezonu, dostali się na turniej półfinałowy. To byłaby nagroda dla nas wszystkich za to, że wykonujemy naprawdę ciężką pracę, bo podejrzewam, że nie wszystkie zespoły trenują tak ciężko jak my. Nie każda drużyna ma możliwość trenowania pięć razy w tygodniu, czy wzięcia udziału w przygotowaniach w Strzegomiu w przerwie świątecznej. Klub stwarza nam świetne warunki do tego, żeby rozwijać się sportowo i myślę, że każdy z nas chciałby zrobić coś więcej niż założone minimum. Na pewno będziemy do tego wszyscy dążyć, bo każdy z chłopaków ma swoje sportowe ambicje i każdy będzie chciał dołożyć od siebie na boisku jak najwięcej.

Nawiązałeś do cyklu turniejów w Strzegomiu. Jak oceniasz przepracowany tam czas?

Czas spędzony w Strzegomiu był ciężki dla nas wszystkich pod względem fizycznym, bo nie jest łatwo przestawić się z cyklu trenowania raz dziennie na dwa razy dziennie. Każdy na pewno odczuł skutki tej wytężonej pracy na sobie, ale na takim zmęczeniu robi się spore postępy i myślę, że na świeżość w grze przyjdzie jeszcze pora. Może na parkiecie widać u nas jeszcze troszeczkę zadyszkę, ale już z poszczególnych elementów możemy być naprawdę zadowoleni.

Do tej pory zdobyłeś najwięcej punktów dla zespołu w tym sezonie. Widać też Twoją mocną pozycję na boisku podczas meczów. Czujesz się liderem tej drużyny?

Liderem raczej nie, bo liderem można być w przyjęciu i w ataku, ale można też być trenerem mentalnym w szatni, także w zespół może mieć wielu liderów. Na pewno każdy wie, czego się od niego wymaga. Każdy ma przypisaną swoją rolę i wie nad czym ma pracować. Znamy swoje mocne strony i na tej wiedzy bazujemy. A to, że ja lub ktoś inny zdobędzie więcej punktów, to tak naprawdę jest zasługa całej drużyny. Ktoś musi najpierw przyjąć piłkę, ktoś inny ją rozegrać, a kolejny musi ją obronić, żeby zrobić ten punkt. Wiadomo, że zawodników punktujących ocenia się przez pryzmat skończonego ataku, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że w zespole są ludzie od czarnej roboty, rzadko doceniani. Im naprawdę też należą się słowa pochwały, bo samemu na parkiecie na pewno za dużo bym nie zdziałał.

Na boisku jesteś postacią charyzmatyczną. Poza nim podobnie?

Odkąd pamiętam, zawsze byłem taki pobudzony i to jest chyba właśnie moja tożsamość boiskowa. Lubię grać na emocjach, lubię pokazywać te emocje podczas meczu i nie boję się tego. Lubię nawiązywać interakcje z kibicami i dawać im radość. Ważne jest, że chłopaki też się cieszą, że potrafię nakręcić atmosferę. To z resztą działa w dwie strony. Jeżeli ja zacznę pokazywać reszcie, że można cieszyć się z udanych akcji, to każdy pójdzie wtedy za mną i robi się naprawdę fajny klimat. Brakowało nam tego na początku sezonu, ponieważ jeszcze nie znaliśmy się za dobrze i nie wiedzieliśmy, kto ma jaki pomysł na obraz naszej gry na boisku. Ale z biegiem czasu wykrystalizowała się dobra atmosfera pracy i myślę, że to jest właśnie klucz do tego, żeby odbić się w tej II lidze i przede wszystkim pokazać się z jak najlepszej strony.

I znaleźć się we wspomnianym przez Ciebie wcześniej półfinale?

Bardzo bym chciał i wierzę w to z całego serca, że jesteśmy w stanie pojechać na ten półfinał. W tamtym roku zespół z Poznania, który był zespołem akademickim, młodym, dokonał czegoś, moim zdaniem praktycznie niemożliwego i pojechał na finał. Chwała tym chłopakom, że dali radę się zebrać w sobie i pokazali, że atmosferą można wiele ugrać na boisku. Chciałbym coś takiego zrobić tutaj z chłopakami, bo mamy fajny zespół i niesamowity potencjał. Jeszcze czasem brakuje nam ogrania, przetarcia na tym drugoligowym froncie. Taki półfinał, gdzie już gra się na naprawdę wysokim poziomie i każda piłka jest na wagę złota, może mieć duży wpływ na rozwój każdego z nas i na pewno warto coś takiego przeżyć.

Będziemy mocno trzymać kciuki, żeby udało się ten cel osiągnąć. Czego jeszcze życzyć Tobie i drużynie na dalszą część sezonu?

Na pewno tego, żebyśmy wszyscy byli zdrowi, bo wiadomo, że w sporcie różnie bywa. A poza tym, osiągnięcia celów założonych przez siebie i czerpania radości z tego, co się robi na co dzień.

Fot.: Anna Niewolińska

Rozmawiała Katarzyna Kowol

KOMENTARZE



Wyłącz AdBlock