Siatkówka. Stanisław Szewczyk: Muszę być totalnie odcięty od emocji [WYWIAD]

Wpatrzony w ekran komputera, analizuje to, co dzieje się na boisku podczas meczów seniorskiej drużyny Gwardii Wrocław. Jak sam przyznaje, praca statystyka to nie tylko przyglądanie się “suchym” liczbom, ale też umiejętność obserwacji i wyciągania z niej wniosków. O specyfice tego zawodu w siatkarskim zespole, rozmawiamy ze statystykiem wrocławskiej drużyny Stanisławem Szewczykiem. 

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Ojciec, siostra i brat grali w piłkę siatkową, to i ja zacząłem. Grałem w klubie młodzieżowym UMKS MOS Wola Warszawa. Kiedy już znalazłem się na studiach we Wrocławiu, wylądowałem na specjalizacji instruktorskiej z siatkówki. Suma summarum, trafiłem do Gwardii Wrocław, z czego w tej chwili się bardzo cieszę.

Czy od początku interesowała Cię tylko siatkówka, czy próbowałeś też innych sportów?

Moja kariera sportowa zaczęła się od piłki nożnej, od stania na bramce. Miałem możliwość sprawdzenia się w Młodych Wilkach klubu Legii Warszawa, lecz byłem już wtedy licencjonowanym zawodnikiem MOS Woli i nie myślałem o zmianie dyscypliny. Swojego czasu miałem problemy z kolanami. Alternatywą dla gry i jednocześnie możliwością zostania przy siatkówce była specjalizacja trenerska, a potem praca statystyka.

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze statystyką?

W zasadzie podczas robienia specjalizacji instruktorskiej na AWF-ie, stworzyłem sobie szansę tworzenia statystyk w dziewczęcych grupach młodzieżowych AZS AWF. Stwierdziłem, że to bardzo przydatna funkcja w drużynie. Niemniej jednak, ciągnęło mnie do pracy z drużynami męskimi, przede wszystkim w rozgrywkach seniorskich. Gwardia jest klubem, który pokazuje swoją siłę zarówno w młodzieżówce, jak i w drugiej lidze. W tej chwili jestem statystykiem w drużynie seniorskiej i drugim trenerem w grupie młodszych młodzików.

Która funkcja jest ciekawsza z Twojej perspektywy?

I w jednej i w drugiej pracy działasz na korzyść zespołu. Biorąc pod uwagę predyspozycje – osoby z umysłem ścisłym dobrze poradzą sobie w roli statystyka, inni z kolei wolą realizować się w roli trenera, gdzie nieraz trzeba emocjonalnie wpłynąć na zawodników podczas meczów czy treningów. W drugim zespole młodzików plusem jest satysfakcja z prowadzenia zespołu i emocje, które sportowi towarzyszą cały czas. Jako statystyk tego nie mam. Jestem, a nawet muszę być totalnie odcięty od emocji, ponieważ to ja mam patrzeć trzeźwym okiem na boisko i przesyłać informacje do ławki trenerskiej. Niemniej jednak, dobrze ułożona taktyka, która sprawdza się podczas meczu, daje to ukłucie satysfakcji. Wtedy wiesz, że warto było spędzić kilka godzin przed laptopem, żeby chłopakom na boisku grało się pewniej.

Praca statystyka to tylko suche liczby i kalkulacja?

W wyobrażeniu większości osób statystyk liczy procenty pozytywnego lub negatywnego przyjęcia, skuteczności ataku itd. A to jest tak naprawdę tyko wierzchołek góry lodowej, ponieważ te liczby i dane muszą czemuś służyć. Dzięki opracowanym meczom jestem w stanie wysnuć wnioski, które są przydatne do formowania taktyki na kolejne spotkanie. Na przykład: procent przyjęcia floata lub procent przyjęcia zagrywki z wyskoku u przeciwnej drużyny, daje nam obraz na kogo kierować piłkę wprowadzając ją do gry. Podczas analizy zespołu przeciwnego szukam konkretnych rzeczy które mogą pomóc naszej drużynie wygrać mecz. Najciekawsza w analizie jest gra rozgrywającego – w jakich sytuacjach gra środkiem, co gra w kontrze i po przyjęciu, czy ma jakieś specyficzne odruchy.

Jak wygląda praca statystyka podczas meczu?

Siedzę i piszę, tzn. opisuję mecz na laptopie. Podczas spotkania sprawdzam też, czy przygotowana taktyka działa i czy trzeba coś zmieniać na bieżąco. W tej chwili program komputerowy daje takie możliwości, że jednocześnie opisuję swoją drużynę i drużynę przeciwnika. Siatkówka jest grą zależną: jeżeli nasz zawodnik zagra asa, to będzie to równoznaczne z tym, że po drugiej stronie siatki ktoś nie przyjął. To też jest dla nas konkretna podpowiedź. Każdy zawodnik ma też jakieś preferencje – jeden woli atakować do strefy nr 1, drugi punkty zdobywa atakując do strefy nr 5 i to też można zbadać.

Ile trwają przygotowania do jednego pojedynku?

Wszystko zaczyna się w momencie zbierania materiałów wideo na temat drużyny przeciwnej, z którą gramy w najbliższej kolejce – czyli w niedzielę poprzedzającą mecz. Następnie opisuję daną drużynę w programie Data Volley i wycinam pojedyncze akcje, które się powtarzają lub są charakterystyczne dla zawodników naszego przeciwnika. Siadam do analizy i jak mam już wszystkie materiały – spotykamy się całą drużyną na odprawie przedmeczowej, gdzie rozmawiamy o taktyce. Nigdy nie liczyłem ile godzin mi to zajmuje w tygodniu, ale przy większej ilości materiałów i większej wnikliwości może to być praca na cały etat.

Pracowałeś zarówno z dziewczynami, jak i chłopakami. Ta praca bardzo się różni?

Z dziewczynami pracowałem bardzo krótko. Przede wszystkim statystyka w grupach młodzieżowych bardzo różni się od statystyki w drużynach seniorskich. Seniorzy są lepiej wyszkoleni technicznie, mają większy wachlarz umiejętności, są bardziej nieprzewidywalni aniżeli młodzi zawodnicy. Jednak i pierwsi i drudzy są tylko i aż ludźmi. Potrafią zaskoczyć, zagrać zupełnie wbrew statystykom i przyjętej taktyce. To też jest nauka dla mnie jako dla statystyka, że nie należy ślepo wierzyć liczbom.

Gwardziści stosują się do wskazówek, które przekazujesz sztabowi trenerskiemu?

Dobre pytanie! Pracuję z seniorską drużyną Gwardii już drugi rok. Wiem, że najpierw trzeba przekonać do siebie zawodników. Wyobraź sobie sytuację, że do zespołu przychodzi młodzian który „ogarnął” program (Data Volley) i zaczyna rozkazywać zawodnikom, którzy mogą mieć o wiele dłuższy staż w siatkówce niż on. Wtedy ta współpraca może nie zagrać. Ale jeśli chłopaki sami po pierwszym, drugim, trzecim meczu przekonają się, że faktycznie jest jakiś wspólny mianownik między tym, co mówił statystyk, a tym, co drużyna przeciwna pokazuje na boisku, to wtedy ta współpraca zaczyna przynosić korzyści. Jeżeli chodzi o gwardzistów – starają się wykonać to, co zakładamy. Myślę, że dla niektórych to jest pierwszy sezon współpracy ze statystykiem. Niemniej jednak, praca układa nam się od ostatnich meczów coraz lepiej.

Trzeba mieć zdolności matematyczne w tym zawodzie?

Pasja do matematyki nie jest konieczna, ale faktycznie posiadam umysł ścisły. Bardziej niż cyferki trzeba ogarniać siatkówkę, grę w siatkówkę. Podczas pisania statystyk trzeba jednocześnie ocenić zagranie na boisku – czy było: idealne, poprawne, zerowe – czyli nie wnoszące nic, czy minusowe i jednocześnie zapisać wszystko w programie. Dodatkowo, akcja, którą się opisuje, cały czas się toczy. Jeżeli się zatrzymam w jednym miejscu, może się okazać, że piłka w międzyczasie już dwa razy przeszła nad siatką. Dlatego trzeba ogarniać, to co się dzieje na boisku i jednocześnie łączyć to z umiejętnością bezwzrokowego pisania na klawiaturze. To wszystko.

Masz jeszcze czas na śledzenie siatkówki poza II ligą męską?

Jeżeli już mam oglądać mecze, to w tym momencie wolę je śledzić na żywo i pójść np. na mecz pierwszego Impela. Kiedyś rzeczywiście, co sobotę siedziałem przyklejony do telewizora oglądając PLS. W tym momencie – może przez mecze, które oglądam na ekranie laptopa – wybieram widowiska na żywo i emocje, które dzieją się na hali aniżeli transmisje w telewizji.

Jakie masz hobby poza siatkówką?

Sezonowo pływam na desce z żaglem, czytaj na windsurfingu. Natomiast na co dzień, jak już mam dość laptopa i siatkówki, bo tak też się zdarza – biorę gitarę i próbuję trafiać w struny.

Jakie plany na przyszłość?

W tym sezonie – rozwój, zarówno jako statystyk w zespole seniorskim jak i trener w zespole młodzieżowym. W następnych latach – jakieś plany mam. Elastyczne.

Fot.: Aleksandra Twardowska oraz Katarzyna Kowol

KOMENTARZE



Wyłącz AdBlock